co za masakra. jaki totalny nie-ogar. ahh, jakież to niedopowiedzenie! niby było okej, jakoś podobał mi się początek weekendu z nowymi butami, tv etc. później zaczęło być coraz gorzej.. nie wspominając już o wtorku 1.40 PM. brrrr.
w poniedziałek źle się czułam, nie byłam w szkole. leżałam na kanapie, potem do babci, mandat, jakiś nieogar i wgl.. we wtorek na wf nie ćwiczyłam. a w szkole ogólnie.. dziwnie. dziwnie w chuj. potem wracam. noo i.. no tak.
dzisiaj odpuściłam sobie szkołę. bo po co do niej iść skoro i tak chuja tam nic nie robię? nie jestem do niczego i tak przydatna. nie wspominając o tym jak denerwują mnie ludzi ze szkoły. tzn, tylko dwie, może trzy. ale to z wiadomych powodów. ale reszta.. przesadziłam. nie jest aż tak źle. ale z nauką to nie przesadzam. jest totalna porażka. a ja nie potrafię tego zmienić. jeeejuuuuu, dlaczego już drugi raz w przeciągu ostatnich ośmiu miesięcy musiałam akurat ja stracić dwie bliskie osoby? oczywiście jest to ogromna różnica. jednym z tych osób był mój dobry znajomy, może nie aż przyjaciel, ale był mi w pewien sposób cholernie bliski. ryczałam tyyyle przez niego. ale w końcu niby się z tym pogodziłam. a teraz osoba z rodziny.. nie skomentuję tego.
bywało lepiej. zdecydowanie bywało lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz