jestem nieodpowiedzialna.
nie zasługuję na chociażby jeden procent dobroci, który dostaję od wszystkich ludzi. może się nade mną po prostu litują? to by wyjaśniało kompletnie wszystko. bo nie jest możliwe, żeby ktoś robił coś dobrego dla mnie dlatego, bo byłam tego godna. nie jestem godna niczego i nikogo dobrego.
nie potrafię dotrzymywać obietnic
nie potrafię pokonać swojego lenistwa
nie potrafię być asertywna
nie potrafię być szczera
nie potrafię być empatyczna
nie potrafię do jasnej cholery nawet przyjąć jednego dobrego słowa nie szukając w nim jakiegoś podstępu.
zostałam skazana na porażkę.
moje życie będzie kompletną klapą.
a to zacznie się od chociażby tego, że nie dostanę się do mojego wymarzonego liceum, na mój wymarzony kierunek.
potem wszystko pójdzie z górki.
nie wspomnę już nawet o braku faceta.
ha, głupia m.
ktoś by pomyślał, że skoro (nie ukrywajmy, kurwa. ) codziennie kilku facetów perfidnie pokazuje mi jak bardzo im się podobam i jak bardzo ich.. 'jaram'? KTO BY POMYŚLAŁ, ŻE MIMO, ŻE TAK JEST to tak naprawdę żaden chłopak już od ponad roku nie starał się tak naprawdę zrobić dla mnie coś miłego, czy chociażby zaprosić mnie na ten PIERDOLONY KOMERS!!!
powiedział dzisiaj 'a. wypięła przede mną ten swój gruby tyłek i myślałem, że tam padnę na miejscu, ale pocieszyłem się patrząc na ciebie, m.' albo ten powiedział jak o. powiedziała 'm. zgól się na łyso i tyle!' to on odpowiedział 'i tak będzie wyglądała ślicznie'.
po chuja mi takie coś.
skoro pierwszy przytula drugą dziewczynę. mnie też próbował, ale mu nie pozwoliłam.
a drugi ma dziewczyne. od niedawna. kilku dni. a tydzień temu powiedział mi, że zawsze będzie mi wierny.
oh god.
jakie to wszystko urocze i oh ah eh japierdole aż do posrania.
ale ja chcę kurwa tego co czułam w pierdolonej pierwszej gimnazjum z pierwszym pierdolonym niepewnym siebie chłopakiem, który potajemnie marzy o głowie pełnej dreadów, chodzi po korytarzu bujając się w rytmie piosenki reggae lecącej z jego słuchawek, który tak cholernie nienawidzi sztuczności, udawania, i jedyne czego chce to spędzić ze mną kilka godzin, pogadać o takich głupotach...który jako jedyny tak naprawdę z takim cudownym błyskiem w oku próbował mnie przekonać do kręconych włosów, który potrafił jako jedyny na tym całym świecie kiedy rozmawialiśmy patrzeć się cały czas prosto w moje oczy nie powodując tym we mnie nawet zakłopotania, a nawet jeśli, to takiego dobrego, takiego... takich pierdolonych motylków w brzuchu. o. macie. kurwa. macie. przyznałam to.
chcę kurwa żeby znowu siedząc w zwykły wieczór objął mnie tak najprościej na świecie, delikatnie wziął moją dłoń i spowodował tym kolejne pierdolone rumieńce na moich policzkach i co najważniejsze te cudowne poczucie ciepła w środku, i tego szczęścia..
tylko wtedy byłam szczęśliwa?
oh. bez przesady.
poprawnym stwierdzeniem byłoby: tylko wtedy naprawdę byłam zauroczona, zakochana?
tak.
nie chcę przez to powiedzieć, że tylko jeden chłopak był dla mnie kochany, delikatny, słodki.. bo nie będzie to prawda. było ich jeszcze kilku. ale pytanie brzmi: dlaczego przy innych już nie czułam tej radości, tego ciepła..?
niech mi ktoś błagam to powie
bo nie ma już nawet pierdolonej nadziei, że tamto na początku wróci, bo przecież ja już nie jestem taka sama. a on? on kompletnie jest już nie do poznania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz